i chwała niebiosom za to! ;] na razie wolne do 1 marca i zero nauki;] komfort nie do opisania.
Chwilowo koleguję się z rodzinką, trochę jeżdżę, ale nie na stopa. Minusowa temperatura i śnieg po kolana zdecydowanie mnie odstraszają.
W nowym semestrze już czeka sporo nowych obowiązków.. Praca w Samorządzie, Juwenalia - ciekawe jak się uda to wszystko pogodzić:) Może i łapię tysiąc srok za ogon, ale za to jak fajnie jest je trzymać w garści;)
łooo matko... zwariowane życie akademika. ja rozumiem, że jest sylwester prawosławny i ludzie się chcą bawić. i nie miałabym pretensji o imprezę znajomych z Białorusi i Ukrainy, ale że erasmusowcy szaleją, bo nie są u siebie i mają gdzieś czy coś popsują, rozwalą, zbiją to szlag mnie trafia! przyjeżdżają na wymianę, nie muszą na uczelni prawie nic robić, więc tylko chleją non stop i robią imprezy - oto cała istota Erasmusa. Jak ktoś myśli, że wyjedzie, żeby się kształcić na zagranicznej uczelni, to wprowadzono go w błąd.
Przez ich głupie zabawy gaśnicą (?!), czujnikami dymu i alarmem przeciwpożarowym, po raz 10 włączył się alarm w pokojach. Dla tych co nie wiedzą jak to wygląda: w każdy pokoju napierdziela głośnik : diiin dooooon diiiiin dooooooon uwaaaga uwagaaa alarm przeciwpożarowy. proszę o zostawienie kluczy w drzwiach pokoi i udanie się klatką schodową w miejsce zbiórki na parterze przy stołówce.. diiiin doooon diiin dooon mamy w dupie czy śpicie czy uczycie się na jutrzejszy egzamin z fizyki, wyłazić z wyra i schodzić na dół, bo grupa pijanych przygłupów z zagranicy nuuudzi się.
dziękujemy Panom z zagranicy za dostarczanie rozrywek nocnych! tego właśnie było nam potrzeba!
Przede mną jeszcze kilka godzin uczenia się, do 12 powinnam zdążyć materiał opracować i zapewniam, że jak nie odpuszczą z tym wariowaniem, to o 8 rano pójdę im robić pobudkę pod pokojami!! Myślicie, że Marylin Manson puszczony na fulla da radę?;>
Swoją drogą, nie myślcie, że jestem typem kujonicy czy przegrzecznej dziewczynki siedzącej jak trusia w pokoju. Nie raz się robiło imprezy, ale są pewne granice..:/ Hałas na korytarzu i muzykę można spokojnie znieść, ale nie napierdzielanie przez 2 godziny głośnika w pokoju!! Tuż na łóżkiem! Jak pierwszy raz zapiało, to aż podskoczyłam. Makabrejszon.
Zastanawiałam się ostatnio, jak bardzo pochłonęła mnie moja wyprawa, mimo, że do jej rozpoczęcia jeszcze kilka miesięcy. Sesja się zbliża, a ja zdecydowanie wolę jeździć palcem po mapie niż zakuwać fizykę (14 stycznia egzamin!). Pomyślałam, że fajnie by było, gdyby w jakiś sposób moje studia skorzystały z tego wyjazdu.
Studiuję Turystykę i rekreację na Politechnice Białostockiej, w przyszłym roku kończę licencjat i trzeba będzie pisać pracę. Może uda się ją napisać na temat zbliżony do: „Autostop jako forma turystyki indywidualnej.”? W przyszłym tygodniu idę porozmawiać z ewentualnym promotorem i zobaczymy jak sprawa wygląda:)
Wczoraj zjechałam z powrotem do mojego akademika w Białymstoku i od razu zostały podjęte pierwsze kroki w związku z podróżą – mapy dumnie wiszą na ścianach:)
Jedna, to samochodowa Polski, druga „Polskie Zamki”. Z godzinę zajęło mi oznaczanie pinezkami wszystkich miejsc, które pragnę zobaczyć, a potem.. zabrakło pinezek:P Trochę jeszcze zostało do oznaczenia:)
Zamki są tak urocze, że nie ma innej możliwości, muszę ich dużą część zobaczyć:) To dla mnie taki sposób na przyswojenie historii, bo w wersji książkowej powoduje ona niesamowitą reakcję obronną mojego organizmu;p Historia była zawsze najbardziej znienawidzonym przedmiotem w liceum, brr na samą myśl dostaję ciarek..
Tak jak się domyślałam, znajomi już się czują zamęczani moim nawijaniem o autostopie, podróżach innych i mojej, planowanej dopiero. Czasami potok słów, które ze mnie wylatuje naprawdę ciężko zatrzymać.. Może taka podróż trochę mnie wyciszy? Samotne wędrówki skłaniają do przyjęcia roli obserwatora .
Na szczęście tutaj mogę pisać tak często i tak dużo, jak tylko będę chciała! Po raz kolejny: chwała za XXI wiek i Internet!:D
Już zdążyłam się spotkać z hm.. nie będę ostrożna w słowach, po prostu z żałosną reakcją na mój pomysł. Burak, dla którego jakakolwiek inwencja własna, to powód do wyśmiania. Jakoś nigdy nie bałam się mówić tego, co myślę, więc tym razem było podobnie. Głupie żarty i prymitywne komentarze ucięłam krotko „Nie dla wszystkich jedynym sposobem na spędzanie czasu jest wóda i chlanie po kątach.” Wrr… Chyba nawet obnażyłam trochę zęby jak to mówiłam :D
Mam siniaka na nosie:P Jestem barmanką i trochę interesują się technikami flair, czyli wszelkie żonglowanie butelkami, shakerami i ogólnie sprzętem barowym. Ćwiczyłam na korytarzu nowy „trik” i przy kolejnej próbie (level 9,5 jak nic!) niestety kant butelki przytulił się do mojego nosa. Powiem szczerze, że przez chrobot, który usłyszałąm i nagły ból promieniujący aż do kręgosłupa byłam pewna, że go złamałam! Na szczęście tylko stłuczony:P ale kolorki już się piękne zaczynają. Chyba oczy będę pod kolor nosa malować, tak, żeby jakoś spójnie wyglądało. Dzisiaj króluje granat i czerwień!
Każdy człowiek jest różny, więc i podejście do podróżowania nigdy nie jest takie samo. W związku z tym, że chętnie bym z kimś pojeździła, napiszę parę słów o tym, jak widzę taką podróż. Dzięki temu chyba unikniemy nieporozumienia i konfliktu interesów.
Transport: Oczywiście stopem lub pieszo, w sytuacjach skrajnie ekstremalnych autobus, pociąg
Spanie: Namiot, śpiwór, karimata, piasek na plaży, trawa na polance w górach, etc... :P Raz na jakiś czas schronisko młodzieżowe - trochę luksusu każdemu się należy;). Sporo osób wspomina o CS (CouchSurfing) i HS (nie pamiętam rozwinięcia, ale coś podobnego:P). Nigdy z tego nie korzystałam, więc nie wiem na jakich zasadach to się odbywa. Trzeba umówić termin z wyprzedzeniem? Jeśli tak, to nie dla mnie, nie chce jeździć z kalendarzem i pilnować terminów - to robię na co dzień;) Ma być luz blues i swobodne jeżdżenie od miejsca do miejsc. A co jeśli zakocham się w jakimś miejscu i nie ruszę z tamtąd tyłka przez tydzień?:P
Jedzenie: Hm.. Przede wszystkim, jak niektórzy znajomi wiedzą, jem wszystko co aktualnie mam pod ręką, nie wybrzydzam i nie mam żadnych wygórowanych wymagań smakowych. Kanapka z konserwą turystyczną (teraz juz takich dobrych nie robią:( ), to jedno z najlepszych wspomnień smakowych z mojego dzieciństwa:) Skromny portfl = oszczędność na wszystkim, co nie wyklucza spróbowania regionalnych potraw, wizyty raz na jakiś czas w barze, resturacyjce. Bary mleczne i stołówki górą! Będzie prawie jak w domu:P heeh
Picie%: zimne piwko..? trzy razy TAK! ^^ coś mocniejszego raz na jakiś czas. nie lubię przesadzać:/. Na wyjeździe kluby i tym podobne przybytki będę omijać szerokim łukiem - to też mam na co dzień. Za to klimatyczne bary, puby odwiedzić trzeba koniecznie:)
i dochodzimy do, jak dla mnie, meritum sprawy:
ZWIEDZANIE: Nie chcę, żeby mój wyjazd polegał na przejazdach z punktu A do B itd. W każdym miejscu chcę zwiedzić jak najwięcej, zobaczyć, poczuć i wchłonąc klimat i atmosferę! W górach na pewno kilka pieszych wędrówek, w tym wyprawa na Rysy, na które nie miałam okazji nigdy wejść, a także Dolina Pięciu Stawów - tam też mnie nie było, obowiązkowo Błędne Skały w Górach Stołowych - urzekły mnie w trakcie pracy nad projektem na studiach;) Wymieniać mogłabym bez końca, np. Kłodzko - zwiedzanie twierdzy, Oświęcim, Malbork, Chełm. Bardzo lubię zamki, zabytkowe kościoły, kamieniczk. Lubię też różne interesujące, intrygujące czy nietypowe rzeczy/miejsca, jak choćby Kaplica Czaszek w Czermnej.
Jak się uda, chciałabym zrobić mały, jednodniowy wypad do Pragi:) stamtąd, jak znajdę chętnego towarzysza czy towarzyszkę obrać kurs do Neuschwanstein - muszę zobaczyć ten zamek:) powrót znowu przez Pragę i do Polski.
Na pewno będzie jakiś wstępny plan podróży, a raczej spis tego, co chciałabym zobaczyć. Będzie w 100% elastyczny, ja jestem otwarta na wszelkie propozycje - byle było ciekawie, interesująco i urzekająco:) Cały wyjazd ma byc pod jednym wielkim "Aaaah..." <-westchnienie:D
Jeśli ktoś z Was ma podobne podejście do takich wyjazdów i chciałby się dołączyć - piszcie tutaj lub na:
gg 13247906
mail: joanna.rusak@gmail.com
A ja w końcu idę do nauki, bo czuję już oddech sesji na karku... brr
Pozdrawiam,
Nene
Plan ruszył z kopyta z takim impetem, że sama ledwo za nim nadążam! Mineły dwie godziny od ostatniego postu, a już są kolejne istotne informacje! Przeprowadziłam pierwszą rozmowę z Rodzicami... i żyję:P
Na początek niewnne podchody, pytania o marzenia, pragnienia, niezrealizowane plany z młodości, podróże, aż doszłam do autostopu. "Hm.. w sumie to chyba nie taki zły środek lokomocji, oszczędny i wszędzie można dojechać".
Mama, na szczęście!, znała tylko jedną niezbyt przyjemną historię o autostopie - dziewczyny jechały po Polsce, zatrzymał się samochód, wrzuciły bagaże na pakę, samochód odjechał:P Łatwo dało się ją zepchnąć na margines słowami :"Mamo, kto inteligentny pcha się z bagażami do samochodu, a tyłek zostawia na zewnątrz? Podstawa to być ostrożnym i mieć choć trochę rozumu. Reszta będzie dobrze:) A przecież nie masz głupiej córki, prawda?;>" Troszkę pod włos... i zdało egzamin!
Skończyło się na tym, że wypaplałam wszystko:P Cały plan, jak to widzę, kiedy, jak długo:D Ja naprawdę nie umiem utrzymać języka za zębami. Zwłaszcza jak teraz mnie rozpiera ta energia i powala genialność teo pomysłu w jego prostocie (czemu czekałam tak długo?). Szybko zaciągnęłam Mamę do komputera i pokazałam forum na autostopem.net, zwłaszcza temat "kobiety w pojedynkę" i zamiast wzdychania, narzekania lub zabraniania (!) dostałam buziaka w policzek i poparcie moich planów!:D
Niepotrzebnie pochopnie oceniłam tak rodziców, jak miałam 12 lat, to mogli się wściekać, a teraz? Sami dużo zawsze jeździli, więc daję sobie rękę uciąc, że nie raz autostopem;] Pewnie nic nie mówili, żebym nie wzięła z nich przykładu, ale to chyba się w genach juz przekazuje..
Od razu jest mnóstwo plusów - Ojciec nie raz podróżował, ma na swoim koncie m.in. przepłynięcię kajakiem całej Polski na skos, z Ustrzyk Dolnych do Świnoujścia i objechanie całej Polski rowerem. Nocował głównie w strażnicach wojskowych, z czego i ja będe mogła skorzystać:) Korzyści niewymierne - bezpieczny bagaż, żadnych nieproszonych nocnych gości i możliwość pozostania w jednym miejscu 2 noce bez składania i rozkładania namiotu.
Całość uderzyła mi do głowy mocniej niż pół litra wódki... Ze szczęścia się zataczam:)
P.S. sprawdziłam - można dodawać notki przez MMS :D
P.S.2. link do strony z relacją z wyprawy rowerowej Ojca dookoła Polski, jak ktoś lubi takie zajawki:)http://www.supermaraton.org/rajd-rowerowy-dookola-polski.html
Tak naprawdę, to pomysł pozdróżowania autostopem tlił się od zawsze w mojej głowie. Jednak główną i chyba jedyną przeszkodą był brak towarzysza. Niestety, do dnia dzisiejszego, nie zaraziłam żadnego ze znajomych swoim pomysłem:(
Owszem, były żarty typu "Aśka, dawaj jedziemy autostopem po Europie", ale na nich się kończyło.
Jakoś nigdy do końca nie zastanawiałam się, czy taka podróż samotnie faktycznie jest nierealna. Może musiałam trochę do tego dorosnąć i nabrać więcej odwagi? Dzisiaj już wiem, że nic mnie nie odwlecze od tego pomysłu! :)
A tak naprawdę, to wyklarował się on... wczoraj:D Po raz enty oglądałam zdjęcia napiękniejszego księżniczkowego zamku ze wszystkich mniej lub bardziej księżniczkowych, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia! Oczywiście opartego na oglądaniu zdjęć na internecie. A o to on : Neuschwanstein - Nowy Łabędzi Kamień
Rozmawiałam z Bobrem (to nie jest pomyłka:P ne Bóbr, tylko Bober - czyli jedna z najkochańszych osób, które znam) i jak zwykle sikałam po nogach mówiąc, że muszę go w końcu zobaczyć. Standardowe pytanie "Bobson jedziesz ze mną?!:D" "jaasne, pewnie, ciekawe za co". Hm... "pojedziemy autostopem! przy okazji zjeździmy kawałek Euorpy!"
Z każdym słowem mój optymizm rósł, a wizja podróży stawała się wyraźniejsza. Niestety, po szybkiej analizie - ciężko będzie znaleźć wśród znajomych towarzysza... Ale za co kochamy w końcu internet?! :D Kolejna myśl w głowie - dam ogłoszenie, że szukam partnera do takiej wyprawy. I tak dzięki Wujkowi Google i haśle "autostop" trafiłam na autostopem.net (swoją drogą polecam wszystkim, którzy planują takie podróże - skarbnica wiedzy!).
Po przeczytaniu kilkunastu postów, artykułów uznałam, że podróż po całej Europie mając tak niewielkie doświadczenie jakie mam ja, może okazać się niewypałem. Ale jest przecież tyle miejsc w Polsce, których jeszcze nie widziałam i tyle, do których chciałabym wrócić, że postanowiłam w tym roku objechać naszą ojczyznę:)
A co do lekkich obaw dotyczących podróży. Nie mam żadnego doświadczenia w rozbijaniu się na dziko. Nul. ;] Raczej wolę się z tą czynnością oswoić na polskiej ziemi, niż przeżywać stresy za granicą. Zawsze jest prawdopodobieństwo, że z powodu robaka w śpiworze będę w panice uciekać do domu, więc lepiej być bliżej niż dalej;P
W namiocie przespałam 1/6 swojego dziecięcego życia. Rodzice nas, mnie i moją siostrę, hartowali od małego:P No tak, tego też nie wiecie. Moi rodzice to zapaleni podróżnicy:) Podobno pływać nauczyłam się po prostu wpadając do wody, bo nie zauważyłam, że się kończy pomost:P. Było to na jednej z wielu rodzinnych wypraw. Pamiętne stanie po kolana w wodzie, w strugach deszczu, czekając aż się zwolni wózek do przenoszenia kajaków przez jakąś mikroskopijną tamę:P Bieganie w stroju kąpielowym po płatach śniegu leżących w górach w sierpniu i charakterystyczne fochy 6-latki "Jak będzieci mi kazać włazić na kolejny 2-tysięcznik, to zacznę krzyczeć!":D hehe oj bywało wesoło.
W tym miejscu należą się ogromne podziękowania dla moich Rodziców, za to, że nauczyli mne kochać przyrodę, naturę, a co najwazniejsze szanowac ją i czuć do niej respekt. Za pokazywanie mi jak piękny potrafi być Świat i za wpajanie od małego, że mogę osiągnąć co tylko chcę;)
Mam nadzieję, że kiedyś będą mogli to przeczytać, bo jak na razie nie sądzę, żeby byli gotowi na nowinę w stylu: "Mamo, Tato, jadę autostopem w Polskę!" :PMoże i jestem trzpiot, któremu nagle pomysł strzelił do głowy, ale kompletnie zielona nie jestem:). Trochę autostopowych podróży mam juz za sobą. Jakiś początek zawsze musi być, więc opowiem Wam jak się wszystko zaczęło:
Po raz pierwszy jechałam stopem mając chyba 10, czy 11 lat. Jak co roku, spędzałam wakacje u Babci w Ełku, wówczas jeszcze mieszkałam w Świnoujściu. 11 km za Ełkiem - cel codziennych podróży: Straduny i moja ukochana stajnia Pana Edzia:)
Swoją drogą, polecam taki sposób na spędzanie wakacji wszystkim, którzy kochaja konie, a nie miała zbyt dużo funduszy na jezdżenie. Ja przez 5 lat jeździłam w zamian za pomoc przy koniach:)
W stajni spędzałam całe dnie, od rana do wieczora. Niestety, ale moja wrodzona pierdołowatość i roztrzepanie sprzyja wiecznemu spóźnianiu się, czego efektem był nie raz autobus odjeżdżający sprzed nosa. Prganienie znalezienia się jak najszybciej w stajni oraz kolejny autobus, który o zgrozo! miał się pojawić dopiero za kolejne 45 minut, zmotywowały mnie do wybrania innego środka lokomocji;]
I tak dzielnie potuptałam 50 m i zaczęłam wietrzyć kciuka:) Muszę tu wspomnieć, że Babcia mieszka tuż obok pętli autobusowej i miejsca, gdzie koczują autostopowicze. Fart? Przeznaczenie?;>
Dodatkowych emocji dostarczała świadomość, że rodzice by chyba mnie zatłukli za takie pomysły! No cóż, do grzecznych dziewczynek nigdy nie należałam.. ]:->
Tak mi się spodobało, że autobusy przestały dla mnie istnieć. Uroczę dziewczęcie w butach do konnej jazdy, szczerzące się od ucha do ucha i machające z werwą na poboczu - kto by sie oparł? :P Czas oczekiwania na "szofera" nie przekraczał zazwyczaj 10 minut:)
Nigdy nie miałam żadnej przykrej sytuacji, przeżyłam, krzywdy nikt nie zrobił, a nwet przeciwnie. Pamiętam Pana pracującego w firmie tuż obok stajni, który przez ostatnie 2 tygodnie wakacji woził mnie codziennie rano, jak jechał do pracy:) Wręcz prosił, żebym na niego czekała i o 8:30 podjedzie. Miał córkę w moim wieku i wykazywał się dużą opiekuńczością i troską.
Niestety sielanka nie trwała wiecznie. Dwa lata później Ojciec kupił samochód i rodzinnie wybraliśmy się, jak co roku of kors, na Mazury. Z samego rana po przyjeździe - kierunek na Straduny. Mija kolejnych kilka dni, stoję na poboczu i w myślach już planuję trasę 3-godzinnego terenu (ahh... ^^) i jakże znany wszystkim autostopowiczom, wspaniały błysk włączanego kierunkowskazu. Pierwsza myśl "super! nawet 5 minut nie czekałam", kolejna "oo srebrna skoda, taka jak nasza:)", szybkie spojrzenie na rejestrację "ZSW... o cholera!". Drzwi się otwierają i pada ostre "wsiadaj!" od strony kierowcy, którym oczywiście okazał się mój Ojciec..
Tak więc po ponad 2 latach wszystko się wydało:P Teraz się z tego śmieję, ale wtedy myślałam, że ze strachu przed karą serce mi wyskoczy. Pogadanka o niebezpieczeństwach, trochę krzyku oraz totalny zakaz jeżdżenia stopem. Rodziców nie przekonał bynajmniej fakt, że przez ostatnie i przedostatnie wakacje tak jeździłam... (po co się w ogóle przyznawałam?!). Przypominanie Mamie: "Przeciez sama tak do szkoły dojeżdżałaś!" też nie zdało egzaminu. No tak, wtedy było bezpiecznie, a teraz to tylko pedofile i gwałciciele :/.
Skończyło się na tym, że do końca wakacji musiałam codziennie przedstawiać do wglądu rodzicom dwa skasowane bilety, data na odwrocie i godzina też były weryfikowane ;]
No tak, nie wspomniałam jeszcze, że mój Ojciec jest, emerytowanym już, majorem;] Zwanym również przeze mnie Szpiegiem Szoguna lub Wścibskim Jajem :P
Wakacje dobiegły końca, ale nadeszły następnę! :D O rok starsza, bardziej uparta i zbuntowana, jeździłam dalej stopem. Autobusem tylko raz na jakiś czas - w ramach kontroli:P
Przez przeszło 5 lat, w każde wakacje (z wyjątkiem tych felernych z wpadką), podróżowałam 22 km dziennie, z wyjątkiem niedziel, bo cyt. "Nie będziesz w Dzień Święty biegać po gnojówce!";]. To wychodzi, hm... ok. 6000km!:D Nawet niezły wynik jak na małolatę.
Takie były pierwsze kroczki, które wspominam z uśmiechem i z lekką nostalgią:) Całe szczęście, że mój dziecięcy optymizm mnie do końca nie opuścił!
Pozdrowienia z tak samo mroźnego Ełku, choć.. a jednak, już -21 (sic!)
Mam na imię Asia, ale znajomi mówią do mnie Nene ;) Historia powstana ksywki jest podobna do wszystkich jej podobnych: odpowiedni moment + odpowiednie mejsce + przekręcenie imienia + fajni ludzie:)
Czas zacząć spełniać swoje marzenia, lata lecą, za kilka dni 22 urodziny, a ja dalej siedzę na tyłku i marudzę: chciałabym d Portugalii... chciałabym do Francji.. ah, zwiedzić Kotlinę Kłodzką.. Koniec tego:D Nowy Rok skłania do zawziętych planów.
Jak zobaczyć kawałek Świata mając jednocześnie w kieszenie typowo studencki portfel? Autostop:D
Tak więc wyruszam w Świat .. Nenostopem! ;]
Hm, zabrzmiało to strasznie gónolotnie;p - nie taki był zamiar. Może nie będę od razu podbijac Świata (to za rok:P), na razie podróż po Polsce.
W tegoroczne wakacje zamierzam spędzić miesiąc na jeżdżeniu po Polsce, zwiedzając, oglądając, podziwiając, obserwując i żyć pełnią życia:) Tutaj chciałabym dzielić się z Wami moimi przygotowaniami do tej wyprawy i poźniej bezpośrednimi relacjami z niej.
Swoją drogą, jest możliwość zamieszczania notek za pomocą komórki?;P
Pozdrawiam gorąco z zamrożonego Ełku (-20 jak nic :|)
- Płeć: kobieta
Data urodznia: 1988-01-12
GG: 13247906
Województwo: warmińsko-mazurskie
O sobie:
łobuziak optymistycznie nastawiony do życia:)
- autostopem.net

